Gdy system zawodzi – kto naprawdę chroni dziecko?
W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o konieczności zmian w prawie rodzinnym. Jednak analiza najnowszych propozycji legislacyjnych oraz stanowisk organizacji społecznych pokazuje, że kierunek tych zmian może budzić poważne obawy – szczególnie w kontekście bezpieczeństwa dzieci.
Opublikowane przez Stowarzyszenie BoKochamZaBardzo stanowisko do projektu zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym to nie tylko głos w dyskusji, ale przede wszystkim mocny sygnał alarmowy. Autorzy zwracają uwagę, że projekt ustawy przesuwa akcent z realnej ochrony dziecka na formalną równowagę praw rodziców. W praktyce oznacza to ryzyko podejmowania decyzji bez uprzedniego zbadania, czy dziecko nie doświadcza przemocy – fizycznej, psychicznej czy tej mniej widocznej, jak przemoc poseparacyjna.
Szczególnie niepokojący jest brak obowiązkowych mechanizmów identyfikacji przemocy i oceny ryzyka. W systemie, który nie zadaje podstawowego pytania: "czy dziecko jest bezpieczne?", nawet najlepiej brzmiące przepisy mogą prowadzić do dramatycznych konsekwencji. Co więcej, proponowane rozwiązania mogą w praktyce karać rodzica chroniącego dziecko – jego ostrożność może zostać uznana za "brak współpracy".
Problem ma jednak charakter szerszy niż sam projekt ustawy. To kwestia systemowa. Brak spójności między sądami, pomocą społeczną i procedurą Niebieskiej Karty, niewystarczające narzędzia diagnostyczne czy niedoskonałości opinii OZSS powodują, że przemoc często pozostaje niewidoczna dla instytucji. W efekcie dzieci – mimo istniejących regulacji – nadal nie są skutecznie chronione.
Warto również podkreślić, że projekt nie uwzględnia standardów międzynarodowych, które jasno wskazują: dziecko będące świadkiem przemocy jest jej ofiarą. Pominięcie tej perspektywy oznacza nie tylko problem etyczny, ale także ryzyko naruszenia zobowiązań Polski wynikających z prawa unijnego i konwencji międzynarodowych.
Najważniejszy wniosek? Bezpieczeństwo dziecka nie może być jedną z wielu przesłanek – musi być przesłanką nadrzędną. Każde rozwiązanie prawne, które tego nie gwarantuje, wymaga nie tylko korekty, ale głębokiej refleksji.
Więcej szczegółów oraz pełne stanowisko znajdziesz tutaj:
👉 https://www.facebook.com/photo.php?fbid=580594671020041&set=pb.100072085397551.-2207520000&type=3
Bo w tej sprawie nie chodzi o równowagę między dorosłymi. Chodzi o dzieci, które same nie mają głosu – i system, który powinien je chronić, zanim będzie za późno.
